Nastał tzw. „Maturalny Judgement Day”. To właśnie dziś wszyscy maturzyści poznali wyniki swych majowych wypocin. Jedni z radością, inni ze smutkiem przyglądali się swoim certyfikatom. Nie dane było mi na szczęście spotkać osoby, która oblałaby giertychowską maturkę oblała.
Angielski, choć mógł pójść lepiej, zaliczyłem na zadowalającym poziomie. 83% z rozszerzenia to wynik może nie bardzo dobry, ale na pewno dobry. Polski – przedmiot o który modliłem się, by tylko zdać – zaliczony na 64%. Mam nadzieję, że tak poronionych arkuszy z jęz. polskiego nie otrzyma już żaden rocznik. WOS – największe zdziwienie chyba dla wszystkich. Mało kto z osób przeze mnie napotkanych przebił 50%, kogoś ponad 60% nie spotkałem osobiście. Co dziwi, zaskakuje, historia poszła w tym roku znacznie lepiej niż właśnie Wiedza o Społeczeństwie. No to robaczki łaszące się na łatwą maturę przejechały ;)
A jak Wy oceniacie swoje osiągnięcia? Radość, że w ogóle zdane? Smutek, że nie poszło tak, jak obliczone? A może idealnie wstrzelone w przewidywania?





