Dzień Wszystkich Wariatów

Nie będę ukrywał: nie przepadam za 1 listopada. Według przekonań jest to dzień zadumy nad przemijaniem życia, nad jego kruchością. Dzień wspominania bliskich z rodzin i znajomych. Dzień pamięci o wielkich sławach i o wielkich w swym prywatnym, często kruchym i krótkim życiu. Akurat!

Polskie ulice (autostrady to wielokrotnie zbyt mocne słowo) stają się co roku miejscem walki o życie. Śpiesząc na cmentarze, w pewnym stopniu śpieszymy się, by samemu tam zagościć. Czy komukolwiek z nas stałaby się krzywda, gdyby do docelowego miejsca wyjechać kilkanaście czy kilkadziesiąt minut wcześniej? Podczas gdy ja spałem jeszcze rano, „odsypiając” studia, moi rodzice – w drodze powrotnej z jednego z cmentarzy – cudem uniknęli wypadku. Na drogi wyjeżdżają osoby niepotrzebnie się śpieszące, którym ciężko jest poczekać aż pojawi się dogodna luka. A potem niepotrzebne hamowania, zamieszanie, zbędne ryzyko. Cztery samochody i na szczęście czterej dobrzy kierowcy – obyło się nawet bez stłuczki. A winowajca jakby nigdy nic pojechał dalej.

Ale 1 listopada to nie tylko pośpiech na drogach. Także na samych cmentarzach. Co roku, odwiedzając grób jednego z dziadków, jestem w porze, o jakiej odbywa się procesja. Co roku, gdy dochodzi ona po „okrążeniu” do placyku przed kościołem, odmawiane jest kilka modlitw. Widok ludzi olewających zdrowaśki i pędzących do kaplicy, byle tylko zająć sobie miejsce siedzące – bezcenny.

Dlatego apel do wszystkich: wspominając zmarłych, pomyślmy też o nas samych. Jeżeli zaoszczędzenie kilku minut ma nas zbawić, może lepiej wybrać się na cmentarz dzień wcześniej? Ale jeśli mamy robić wszystko w biegu, czy w ogóle ma to sens?

12 myśli nt. „Dzień Wszystkich Wariatów

  1. Osobiście w ogóle nie lubię świąt – żadnych (no może oprócz typowo osobistych: imieniny, urodziny itp.) między innymi z tego powodu, o którym właśnie napisałeś. Dzisiaj o mały włos nie potrąciłem pewnej babki, która spiesząc się na grób nie zauważyła, że przechodzi przez ruchliwą ulicę. Na zwrócenie uwagi, że wybieganie zza rzędu samochodów nie jest dobrym rozwiązaniem, usłyszałem „coś”, co wydaje mi się być „spierdalaj”. Nie ma co – kulturka pełną gębą…

    Podobnie jest przy dwóch następnych świętach: wielkanocy i bożego narodzenia. Zadymy w sklepach, zadymy na ulicach, zadymy w domach… Jaki jest tego sens? Oprócz 20 minut obżarstwa – żaden…

  2. Cóż, ja mam to szczęście (albo i nie), że mieszkam jakieś 150 metrów od cmentarza i jakieś 250 metrów od kościoła. Tak więc nigdzie nie muszę się spieszyć. Ale cyrki są niezłe co roku. Tylko sobie niekiedy siedze w oknie i podziwiam „yntelygencie” polskich kierowców. Muszę sobie załatwić jeszcze te naklejki przyklejane na przednie szyby kierowcom zajmującym miejsca niepełnosprawnych „Zabrałeś moje miejsce – zabierz moje kalectwo”. Wtedy bedzie fajny cyrk dopiero, jak kierowca na oczach setek przechodniów zdrapuje taką wielką, czerwona naklejkę. :-)

  3. Polskie ulice (autostrady to wielokrotnie zbyt mocne słowo) stają się co roku miejscem walki o życie. Śpiesząc na cmentarze, w pewnym stopniu śpieszymy się, by samemu tam zagościć. << dobrze powiedziane..

    Tak w ogole 1 listopada jest jedynym swietem ktorego nie lubie;/ … szczerze, wole isc innego dnia… w spokoju usiasc na pobliska ławke przy grobie rodziny lub znajomych i pomodlic sie.. bo troche zenuje mnie jak nagle wszyscy przypominaja sobie o swoich bliskich, i biegna na zabicie oby tylko odbebnic zdrowaski.. ;/

  4. lubię to święto. uwielbiam. kiedy spotykam moją babcię i mogę z nią porozmawiać – dociera do mnie to, o czym zapominam w ciągu roku. i jest to jestyny taki dzień, kiedy większość dnia mogę spędzić z moim kochanym braciszkiem…
    co do jazdy – nie chodzi tu o pośpiech tylko o tzw. niedzielnych kierowców, którzy nie-wiem-po-co wsiadają za kółko. śpieszymy się codziennie, niedzielni kierowcy to zawalidrogi podczas świąt.
    więc nie przesadzajmy. te święta są przynajmniej NIEprzereklamowane w odróżnieniu od Bożego Narodzenia, które wszyscy nie wiem za co tak uwielbiają.

  5. Wieczorny spacer po cmentarzu oświetlonym ciemnozółtym blaskiem i wypełnionym zapachem wosku i zombich – bezcenne.

    A biadolenie na temat wypadków jest trochę, wybacz, z dupy. Trzeba bylo przyczynić się do lepszej drożności ulic i namówić rodzinę na autobus. Tylko, powiedzmy szczerze, komu się chce, skoro można podjechać. Mnie nie. Zmarłych można wspominać sobie i na dachu bloku, gdzie słuchając Peji, czy innego osiedlowego wieszcza, refleksja nadejdzie nas trzydzieści razy szybciej niż na śmierdzącym cmentarzu (to tylko figura stylistyczna, bo ja lubię te pierwszo-listopadowe cmentarze).

    Bardziej interesujące od wypadków, co, wybacz, dla mnie jest tematem w stylu tvnowskiego „okurwanicsieniedzieje mówimy o wyrodnej matce!”, jest np. to ile ton plastyku i śmieci generuje taka coroczna celebracja, i czy czasem nie przyspiesza to śmierci planety. Ale o to się nie pyta, a gdy planeta – dajmy na to – umrze, to nikt nie przyjdzie na jej grób zapalić „świeczki”.

  6. No jak to za co – prezenty daja, sa fajne reklamy Coca Coli, pare dni wolnego – to nie wystarczy ;)?

    Tak serio bardziej, to podpisuje sie pod tym, co napisal Fett – tez raczej nie przepadam za tym swietem, w sumie, niestety, wiecej z niego szkody niz pozytku. Wspomniec bliskich, czy nawet i przejsc sie na cmentarz mozna w dowolny inny dzien, bez przebijania sie przez korki i zatloczone przejscia – wiec po co akurat dzis? Poza tym, mysle, ze powinno to byc efektem wlasnej, wewnetrznej potrzeby, a nie tego, ze tego i tego dnia mamy konkretna date w kalendarzu. Tak to widze.

  7. Przy okazji jeden aspekt, na który zwrócono mi uwagę na jednym z for. Jeżeli już pominąć sam fakt pośpiechu, dzisiejsze święto straciło swoje znacznie… Znacznie częściej natrafimy na rodziny gadające o tym, jak to zaniedbany jest grób tego i tego, na ludzi plotkujących, rozmawiających o pracy czy ubraniach. Odklepanie zdrowasiek i po wszystkim. Na przemyślenia niewielu poświęca czas. I pośród tego pędu, to chyba jest najbardziej przykre.

  8. Ludzie, 1 listopada to nie Święto Zmarłych, ale Wszystkich Świętych!
    A poza tym – jestem jak najbardziej ZA rozmowami nad grobami – cieszmy się, że możemy jeszcze z tymi osobami porozmawiać.
    Oo.

  9. A ja w tym roku lepiej wspominam jazdę na cmentarz. I dochodzę do ciekawych wniosków. Jako, że na groby rodziny mam ponad 150 kilometrów to jazda samochodem jest niezbędna. I o ile dotychczas było to dość straszne, bo naprawdę, widok maluszka na starych tablicach ciągnącego się po ruchliwym skrzyżowaniu był straszne… no i do tego ludzie pędzący po 140-150 po naszych polskich ulicach.
    A w tym roku? Chyba akcje policji do czegoś doprowadziły bo jechało się spokojnie. Naprawdę spokojnie, nie przekraczając setki, wszystkie samochody jadące z tą samą prędkością… trafił się jeden ścigant, którego zresztą policja chwyciła 2 kilometry dalej :D. I najważniejsze. Mimo tak „wolnego” tempa, na miejsce dojechaliśmy w tym samym czasie gdy jeździ się szybciej.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>

Spam Protection by WP-SpamFree