Zawód recenzenta to ryzykowna robota. Jak wszyscy gracze musi stanąć „face to face” z oddziałami nazistów, zastępami obcych, panoszącymi się wszędzie grupami mutantów, zbójeckimi bandami elfów i innego typu plugastwem. I choć jest to wizja dość ciekawa, to właśnie osoba pisząca recenzje pozbawiona jest jednego – nie zawsze decyduje o tym, w co gra. Tracąc jeden przywilej, zyskuje inny – może ostrzec innych przed gniotami, jakie pojawiają się na rynku. To będę miał dziś okazję uczynić…
Pełen tekst do przeczytania w tym miejscu. Zapraszam do lektury :)
---
Podobne wpisy:
- Hop do dziury – recenzja Fallout 3: The Pitt Bethesda udostępniła drugie z trzech zapowiedzianych rozszerzeń dla Fallouta 3....
- (Nie)dzielny subiektywista #8: Czuli barbarzyńcy W dzisiejszym wydaniu (Nie)dzielnego subiektywisty podsumowuję na swój sposób to,...
- Zagubieni i potępieni – recenzja GTA IV: The Lost and Damned Tym razem zapraszam do lektury recenzji dodatku dla Grand Theft...