Załoga G – (nie)wielki powrót

Załoga G, będąca w pewnym sensie legendą polskiego Internetu, powróciła z martwych. Po ostatecznej zapaści i śmierci, jakie nastąpiły na początku bieżącego roku, strona znów ruszyła. Zaskoczyła już na starcie – czy jednak pozytywnie?

Załoga G

Magazyn internetowy (e-zin), wydawany z początku w odstępach czasowych, stał się witryną aktualizowaną on-line i „pismem” składanym z opublikowanych już tekstów. Następnie przerodził się w wortal internetowy z tysiącami wiernych czytelników. Niestety, jak zresztą mówi nam zamieszczona obecnie informacja, „brak środków finansowych w zderzeniu z chęcią pozostania niezależnym wortalem nie wytrzymał presji czasu”. Faktem jest, że bez odpowiedniego zastrzyku pieniężnego, duży serwis nie ma prawa istnieć. Ginie śmiercią naturalną, ponieważ niemożliwe jest też utrzymanie wręcz zabójczego tempa publikacji tekstów – każda, nawet najprężniejsza redakcja wreszcie się wypala, gdy brak jest „finansowego napędu”. Ludzie tracą powoli zapał do pisania artykułów, tym bardziej, że wymagany jest od nich w większości spraw daleko idący obiektywizm. Dla pasji pisze się przy napływie weny, dla utrzymania renomy wortalu niczym z urzędu – to smutny fakt.

Jak wspomniałem, nowa Załoga G zaskakuje. Nie ma sensu oceniania tu samego designu, który w zależności od upodobań odwiedzającego będzie wywoływał „ochy” i „achy”, odtrąci zupełnie lub też pozostawi czytelnika/słuchacza (o drugi wariancie za moment) zupełnie obojętnym. Miałem okazję zobaczyć, a w pewnym stopniu też samemu odczuć, jak wiele pracy włożono w powstanie załogowego wortalu. Dziesiątki godzin projektowania, jeszcze więcej czasu poświęcone na przenoszenie wszystkiego i uzupełnianie, mozolne zdobywanie użytkowników i tworzenie się pewnej społeczności – nie ukrywajmy, wszystko poszło „w pi*du”. Jeżeli nic się nie zmieni, nie odwiedzimy forum, nie zajrzymy do działu kulturalnego i nie przejrzymy nowych tapet. Wielkie archiwum, jakim stała się ZG sprzed kilku miesięcy, choć pewnie istnieje gdzieś na serwerach i w postaci kopii zapasowych, dla użytkowników zostało zrównane z ziemią.

Na przekór wszystkiemu odrodzona Załoga G ma też wiele pozytywnych aspektów. Drugi akapit moich wywodów wskazał na problem, jakim szargany jest każdy poważniejszy serwis, nie mający zaplecza w postaci sponsora. Sam doświadczyłem tego nie tylko w ZG, ale i dzięki Dościowi. Można próbować zaprzeczać, polemizować, ale przyjemność z pisania osiąga się tylko wtedy, gdy ma się coś do przekazania, a nie w momencie, gdy pojawia się coś, co trzeba opisać, bo tak ogólnie przyjęto (machinalne pisanie newsów na ten przykład przestaje po czasie sprawiać przyjemność, gdy nie można wtrącić odautorskiego komentarza). Tu widać dokładnie zaletę nowej Załogi. Nie ma na celu hurtowego przekazywania informacji, masowej publikacji tekstów. Tworzą ja pasjonaci, starzy-nowi redaktorzy, którzy już wcześniej budowali tą specyficzną legendę ZG. Dopiero teraz można powiedzieć, że jest tworzona „od graczy dla graczy”, ale przede wszystkim „od ludzi dla ludzi”. Nie trudno jest znaleźć w sieci zwykłe recenzje czy zapowiedzi. Ale znaleźć teksty publicystyczne czy też zwykłe notki blogowe (jakie przecież stanowić będą część nowej Załogi), interesujące od swego początku do samiutkiego końca – to już nie lada wyzwanie.

Oddzielny akapit należy poświęcić tu załogowym podcastom. Publikacje dźwiękowe, będące swoistymi regularnymi audycjami, zyskały już na zachodzie liczne rzesze fanów. W naszym Kraju jednak dopiero raczkują, trudno jest o zasób growych i okołogrowych podcastów. Choć słychać, że podczas nagrywania pierwszego odcinka redaktorzy ZG nie korzystali ze zbyt mocnych mikrofonów, wszystko jest na jak najlepszej drodze i z czasem pewnie ulegnie poprawie. Nie zawsze bawi też zastosowany humor oraz „studyjne” dowcipy – co kto lubi. Mając na uwadze to, że następne podcasty powinny już być możliwe do odsłuchania wprost z bloga, a nie do pobrania, tak jak to ma miejsce z pierwszym z nich, pomysł zwiększa swą wartość. Kolejny plus dla nowej Załogi G.

„Obyś był zimny albo gorący!” – mówi Pismo Święte. W tym wypadku jednak, chcąc czy nie, pozostaję letni. Z jednej strony żałuję, że twórcy zaprzepaścili miesiące (a nawet lata) pracy dawnej załogowej braci. Szkoda, że nie uruchomiono ponownie forum, że nie oddano do dyspozycji tekstów – chociażby w jakiejś archiwalnej formie. Jednak każdy z Was, Bibku, Delu, Shinzawai i Julesie, zasługuje na oddzielne gratulacje. Wskrzesiliście Załogę G w celu, w jakim istniała kiedyś. Nie dla sławy wielkiego wortalu czy prób zyskania sobie źródeł funduszy. Dla pasji, która przy pisaniu jest najważniejsza. Za to podziękować powinien każdy. Powodzenia chłopaki!

3 myśli nt. „Załoga G – (nie)wielki powrót

  1. Co fakt to fakt – szkoda, ze nie ma gdzies jakiejs ikonki z napisem „ZG 1998 – luty 2007″, ktora prowadzilaby do archiwum tekstow.

    Generalnie zgadzam sie z tym co napisales, choc mysle, ze nie czas jeszcze na sady wobec nowej ZG – jest po prostu za wczesnie i kto wie czy caly „interes” nie zostanie zamkniety po dwoch miechach, czy wrecz przeciwnie, okaze sie fajnym i ciekawym pomyslem, ktory szczesliwie dotrwa do 10-lecia ZG i dluzej :)

  2. Od dawna było wiadomym że przed ZG istnieją tylko dwa rozwiązania – albo staje się portalem w pełni komercyjnym, co oznaczało oddanie kontroli nad nim jakiemuś „gigantowi” z funduszami, albo bardzo brutalny i szokujący powrót do poziomu amatorskiego. Chłopaki zdecydowali się na rozwiązanie ani łatwiejsze ani trudniejsze od tego „komercyjnego”. Ale swoją cenę to ma, w postaci likwidacji potencjału jaki posiadała ZG w przeszłości. Z mojego punktu widzenia powyżej pewnego poziomu ZG już nigdy się nie rozwinie. Raz stracone szanse nie powracają. Choć oczywiście mogę się mylić.

  3. Cóż, Fett, byłbym hipokrytą, gdybym powiedział, że brak archiwów tekstów i numerów z dawnej ZG mnie nie boli. Boli. Czasami jednak trzeba pewną część poświęcić, aby móc uratować inną. Dziś, stary, każdy może powiedzieć, że żałuje tego, iż nie ma archiwów. Pytanie, co byśmy wszyscy mówili, gdyby do końca tego roku zniknęło i archiwum tekstów (zresztą pewnie już by to nastapiło, bo sponsor zrezygnował z fundowania serwera), i nie byłoby Załogi G wcale. Myślę, że możemy się cieszyć, i ja się cieszę, że jest przynajmniej w takiej formule. Zobaczymy, jak się będzie rozwijała. Mamy z chłopakami kilka fajnych pomysłów, a najważniejsze, że nie mamy jakichś wybujałych celów. Chcemy to robić dla siebie naprawdę :))

    Pozdrawiam

Odpowiedz na „Looney vel W.Anuluj pisanie odpowiedzi

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>

Spam Protection by WP-SpamFree